Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘rok koronkarski’ Category

Za chwilę zaczynam swój miesiąc z koronką klockową. Wałek koronkarski i klocki kupiłam już rok temu. Początkowo było mi jednak ciężko zmotywować się do nauki, chodziłam wokół swojego „sprzętu”, oglądałam go z każdej strony… Gdy wreszcie zabrałam się za naukę (podejście pierwsze) okazało się, że samo przygotowanie do pracy  nieco mnie przerasta. No, po prostu zniechęca… Opisy w książkach, które mam, nie zawsze były dla mnie jasne już na tym etapie i stąd właściwie zrodził się pomysł, aby stworzyć kategorię poradnikową.

IMAG0073a

I właśnie przyszedł czas na tekst o tym, co jest potrzebne do robienia koronek klockowych.

Na portalach aukcyjnych można trafić na specjalny zestaw do robienia koronek klockowych – teoretycznie dla początkujących, którzy kupując jedno pudełko będą mieli od razu wszystko w jednym miejscu. Koszt takiego wynalazku to około 115 zł (plus dostawa – zazwyczaj z Anglii lub Niemiec). Oczywiście skompletowanie własnego zestawu, razem z nićmi, drucikami, koralikami, klejem wyniesie prawdopodobnie tyle samo, ale przynajmniej każdą z tych rzeczy wybierzemy osobiście. Jak dla mnie jest to lepsze wyjście.

IMG_2083a

Przede wszystkim wałek koronkarski i klocki. W niektórych regionach zamiast wałków używa się płaskich podkładek, jednak różne kształty i tworzywa, z których zrobione bywają podkładki czy klocki to tematy na oddzielne wpisy. W warunkach polskich używa się dość dużych wałków koronkarskich oraz drewnianych klocków – moje przybory pochodzą z Bobowej. Można je bez problemu zamówić wysyłając maila do lokalnego sklepu (skierowało mnie tam centrum kultury, które co roku organizuje festiwal koronki klockowej w Bobowej). Mój wałek kosztował 25 zł, a klocki 3 zł za sztukę, ale to było rok temu. Jeśli chodzi o klocki, wiele wzorów wymaga użycia co najmniej 6-7 par klocków. Najlepiej więc od razu kupić 10.

Szukając tych przyborów na ciekawe oferty można też trafić np. na ebay’u – raczej z kategorii „używane”. Warto skorzystać z okazji i sprawić sobie wałek z zestawem klocków przy okazji wizyty na festiwalu koronki klockowej. Takich wydarzeń w Europie i na świecie jest sporo, a ceny „od święta” mogą być bardziej opłacalne niż na co dzień.

IMG_2115a

Wałek można zrobić samodzielnie – w internecie nie brakuje instrukcji. Osobom początkującym jednak nie polecam tego rozwiązania. O ile sugerowane przeze mnie wykonanie czółenka koronkarskiego nie jest czasochłonne i kosztowne (a co za tym idzie – porażka okazuje się  mniej bolesna), o tyle robienie pierwszego wałka własnoręcznie może być bardziej skomplikowane pod każdym z wymienionych względów.

Nici powinny być cienkie (oczywiście bez przesady) – zazwyczaj używa się lnianych lub bawełnianych. Ja nieco zaszalałam i w nagłym przypływie gotówki zainwestowałam dodatkowo w nici metalowe. Dam znać za miesiąc, czy się nadały – niewykluczone, że okażą się za cienkie…

 IMG_2117a

Bardzo ważnym przyborem są szpilki. Przy swoim pierwszym podejściu popełniłam błąd i kupiłam takie z kolorowymi łebkami, bo wydawało mi się, że łatwiej je będzie wyjmować i przepinać. Wyjmować może i łatwiej, ale łebki tylko przeszkadzają przy manewrowaniu klockami – można o nie zahaczyć nitką itd. Szpilki zwykłe, bez kolorowych łebków, są potrzebne w dużej ilości.  Tych z łebkami użyłam do przypięcia wzoru do wałka.

Wzory. Jeszcze kilka lat temu koronczarki nanosiły wzór na kalkę i przyczepiały na kawałek tekturki tak, aby strona z ołówkiem była na tekturce, a wzór prześwitywał przez kalkę – inaczej nici mogłyby się pobrudzić. Dzisiaj mamy drukarki i kserokopiarki, więc wystarczy dobra książka instruktażowa lub strona internetowa z wzorami. Efekty swoich poszukiwań będę oczywiście publikowała na Twitterze. Kartka z wzorem musi być usztywniona na wałku przy pomocy tekturki. Na zdjęciu jest tektura falista, ale jej użycie w tym celu to błąd. Chodzi bardziej o coś w rodzaju tylnej okładki od bloku technicznego czy notesu.

IMG_2123a

Dodatkowo…

Na etapie przygotowywania wzoru potrzebne są:

  • szydło do nakłuwania miejsc, w które w trakcie pracy wkłuwane będą szpilki. Można znaleźć w lepszych pasmanteriach. Za swoje zapłaciłam 4 zł.
  • świeca, najlepiej gruba, bo właściwie chodzi o wosk stopiony w tej świecy. Wosk też służy do nakłuwania wzoru.
  • przezroczysta koszulka lub kawałek folii do przykrycia papieru ze wzorem. Pełni funkcję ochronną – zarówno dla wzoru, który jeszcze będzie można kilka razy wykorzystać, jak i dla koronek, które nie pobrudzą się od nadruku.

W trakcie pracy dodatkowo należy mieć pod ręką:

  • cienkie szydełko do przewlekania nitek w „strategicznych” miejscach
  • coś do przytrzymywania klocków, których chwilowo nie używamy (ostatecznie mamy pod palcami co najmniej 12 klocków). Ja się zaopatrzyłam w agrafki krawieckie, ale nie wiem, czy będę musiała ich używać. Z licznych filmików internetowych wynika, że taką funkcję może pełnić wbita w pewnej odległości szpilka, na której zawiesza się nici z nieużywanymi klockami. Jest to właściwie szybsze rozwiązanie.

IMG_2111a

Mogą się również przydać koraliki w różnych rozmiarach i klej do łączenia elementów koronek – tak przynajmniej twierdzi mój książkowy poradnik. Nie wiem do końca, jak jest z tym klejem, ja go nie posiadam. Za miesiąc może już będę wiedziała, czy rzeczywiście jest taki niezbędny.

Prawie zapomniałam o stanowisku pracy. Ominęłam tę kwestię również na zdjęciach, bo po prostu jeszcze nie mam czegoś takiego. Gdzieś czytałam, że jeśli nie masz profesjonalnego stojaczka, to możesz użyć segregatora, bo wałek powinien znajdować się na skośnej powierzchni…. Hmmm…. Sprawdziłam to (na własnej skórze) i okazuje się, że to nie tyle o skośną powierzchnię chodzi (choć też ma znaczenie), co przede wszystkim o blokadę, która sprawi, że obciążony wałek nie sturla się z blatu, biurka itp. Widywałam zdjęcia koronczarek z wałkiem koronkarskim na kolanach. A segregatora można użyć do płaskiej podkładki (poduszki), a nie do wałka.

z ebaya

Oczywiście na pewno lepiej mieć jakieś zorganizowane miejsce pracy. Może to być specjalny wysoki stojak, podstawka przypominająca odwrócone krzesło lub po prostu odpowiedniej szerokości koszyk, który jednocześnie będzie pojemnikiem na przybory. Taki koszyk powinien stabilizować umieszczony na nim wałek. I to jest chyba najlepsze rozwiązanie – każde „profesjonalne”  stanowisko jest jednak dodatkową inwestycją, a na początkowym etapie może lepiej sprawdzić, czy technika klockowa w ogóle nam się spodoba… Koszyk w razie czego się nie zmarnuje:).

lace pillowChorwackie wałki koronkarskie są nieco mniejsze niż polskie i zazwyczaj stoją właśnie na koszyku

To chyba tyle na początek. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam (?)

Reklamy

Read Full Post »

W pierwszym miesiącu Roku Koronkarskiego, który przebiegał pod znakiem koronki igłowej wiele wyjaśniło się w kwestii całego mojego rocznego planu.

SAM_0579a

Założenie, że na naukę nowej techniki będę poświęcała pół godziny-godzinę dziennie okazało się nie mieć wiele wspólnego z praktyką. Robienie koronek igłowych (i nie tylko) z zegarkiem w ręku może nieco zniechęcać. W przypadku tej konkretnej techniki potrzeba wiele czasu i cierpliwości, aby osiągnąć jakiś widoczny efekt, nawet przyjmując, że skupiamy się na robieniu małych elementów, a nie np. serwetek. Po godzinie pracy nad Puncetto Valsesiano robótka bardziej niż koronkę przypominała zużyty opatrunek od plasterka. Żeby „udziergać” widoczny efekt jednorazowo, ćwiczyłam co kilka dni, ale za to po kilka godzin dziennie.

SAM_0607aMoje nędzne początki z koronka igłową:)

Jak już wspomniałam, dobór rodzajów koronek igłowych (a trochę ich jest) był w moim wypadku zdecydowanie losowy, uzależniony od jasności przeglądanych tutoriali. Przypadkowa kolejność ściegów i wzorów, których się uczyłam, okazała się właściwie słuszna.

Moje postępy w nauce (z linkami do tutoriali) można podziwiać na Twitterze. Właśnie kończy się miesiąc z koronką czółenkową. A oto małe podsumowanie miesiąca z koronka igłową:

SAM_0562aZ czasem było coraz lepiej

Puncetto Valsesiano. Znalazłam niemiecki filmik instruktażowy i choć początkowo wzór wydawał mi się mało „koronkowy”, opanowanie tych lekcji okazało się przydatne. Cała sztuka polega na robieniu igłą rzędów supełków, pracę można sobie oczywiście urozmaicić – przede wszystkim geometrycznymi wzorami. Kluczem do sukcesu (w przypadku Puncetto Valsesiano, jak i wszystkich innych koronek igłowych) jest opanowanie ściegu dzierganego – od lewej do prawej i odwrotnie).

Moje uwagi:

  • Jak widać na zdjęciach, do techniki tej można używać zarówno czarnych, białych i kolorowych nici. Kolor nie wpływa specjalnie na widoczność wzoru. Nici lniane (na zdjęciach białe) i bawełniane o różnej grubości (najcieńszy był chyba czerwony kordonek) – wszystkie są dobre, albo co najmniej znośne.
  • Zanim robótki zaczęły „jakoś” wyglądać, a ja wyrobiłam sobie pewną płynność ruchów, musiałam zrobić naprawdę sporą ilość tasiemek. Bo najlepiej ćwiczyć ścieg robiąc rządek za rządkiem, z czego wychodzi zwykła cienka podłużna tasiemka. Efekt niespecjalny, jeśli chodzi o wrażenia estetyczne, ale doceni go ten, kto spędził kilka godzin machając igłą i wreszcie zobaczył równe rządki. Tasiemki można potem wykorzystać np. na wieszaczki do ręczników.

SAM_0548a

Gdy spod igły zaczęły mi wychodzić w miarę równe tasiemki i kwadraciki, uznałam, że czas zabrać się za coś innego. Kolejnym moim krokiem była koronka igłowa na podstawie dostępnej w internecie książki Encyclopedia of Needlework Thérèse de Dillmont. Wskazówki autorki nie były tak dokładne, jak bym tego chciała, ale szczątkowe opisy, obrazki i znajomość ściegu dzierganego wystarczyły, żeby coś tam wyprodukować.  Miałam na podorędziu druciane obręcze, więc skupiłam się na okrągłych wzorach. Na wykonanie jednego potrzebowałam praktycznie całego dnia (bo oczywiście nie od razu mi wychodziło).

777

778  779

Moje uwagi:

Na tym etapie pojawił się tylko jeden problem: co zrobić, żeby łuki były mniej więcej tej samej wielkości? Z szerokością było łatwo: drucianą obręcz na wstępie obrobiłam szydełkiem, więc między łukami robiłam odstępy o tej samej liczbie oczek szydełkowych. Z osiągnięciem tej samej wysokości miałam jednak pewne problemy. Jakoś mi się udało – na oko. Po czasie dotarła do mnie zamówiona książka o koronce armeńskiej. Znalazłam tam odpowiedź na mój podstawowy dylemat dotyczący równych odległości – trzeba to robić właśnie na oko. Praktyka czyni mistrzem:).

SAM_0552a

Przez chwilę miałam pomysł na równe łuki zaczerpnięty z instrukcji do frywolitek czółenkowych – tasiemki do odmierzania odległości. Ten pomysł jest jednak poroniony w przypadku koronki igłowej. Praca w trybie supełek-odmierzanie odległości tasiemką-supełek-odmierzanie-supełek-… wydłużyłaby czas pracy dwu- lub trzykrotnie i doprowadziła wykonawcę do nerwicy. A przecież koronkarstwo ma uspokajać :).

Zdążyłam przyzwyczaić się do koronek igłowych, polubiłam ścieg dziergany, miałam w planach kolejne techniki… Gdy wreszcie dotarła do mnie książka o koronkach armeńskich, kończył się mój pierwszy miesiąc nauki. Teoretycznie plan, który sobie narzuciłam, nie zabrania mi kontynuacji nauki. Miałam nadzieję, że nie porzucę igły i będę się uczyła w wolnych chwilach właśnie koronki armeńskiej, a następnie zacznę pracować nad koronkami w oparciu o wzór wyszyty na materiale (z tą techniką najbardziej kojarzy mi się hasło „koronki igłowe”). Okazało się, że nauka frywolitki czółenkowej też zajmuje mi sporo czasu, więc chwilowo koncentruję się na niej. O tym jeszcze napiszę oddzielnie. A do koronki igłowej na pewno wrócę.

A na jakie przeszkody Wy napotykaliście/ -łyście próbując opanować technikę igłową?:)

Read Full Post »

Za dwa dni zaczynam naukę koronki czółenkowej w ramach Roku Koronkarskiego. Na sierpień zaplanowałam co prawda koronkę klockową, ale w tym miesiącu wyjeżdżam i targanie ze sobą wałka koronkarskiego to raczej kiepski pomysł.

Moje pierwsze podejście do koronki czółenkowej miało miejsce jakieś dwa lata temu, niewiele jednak dzisiaj pamiętam. Do wykonania większości bardziej skomplikowanych wzorów potrzebne są dwa czółenka, a ja miałam tylko jedno, więc szybko się zniechęciłam:).

Naukę jakiejkolwiek techniki należy zacząć od zgromadzenia potrzebnych narzędzi i materiałów, dlatego dla wszystkich początkujących koronczarek krótko opiszę, co jest potrzebne, aby zabrać się za frywolitkę czółenkową.

SAM_0344a

SAM_0352a

Przede wszystkim czółenko, a najlepiej od razu sprawić sobie dwa, bo, jak wspomniałam, brak drugiego uniemożliwia wykonanie wielu wzorów. Czółenko najlepiej kupić w pasmanterii internetowej przy okazji większych zakupów – najtańsze plastikowe czółenka kosztują już 3,5 zł. To dobre wyjście dla osób początkujących, które jeszcze nie wiedzą, czy robienie frywolitek im się spodoba. Czółenka z pasmanterii mają zazwyczaj jeden rozmiar i kształt, ale w internecie można znaleźć też czółenka ręcznie robione i dekorowane. Robiąc frywolitkę, do której potrzeba więcej nici, można bez problemu znaleźć większe czółenko.

il_570xN.422083146_ha31

IMG_9104

il_570xN.430462917_b2q7

7573752840_4445a92aca_o

W sprzedaży są również czółenka zakończone szydełkiem. Z tego co wiem, wielu osobom takie szydełko po prostu zawadza przy robieniu frywolitek, dlatego częściej używane są zwykłe czółenka, a osobne cienkie szydełko trzyma się pod ręką.

Oszczędnym rozwiązaniem w sytuacji, gdy kupiliśmy tylko jedno czółenko, a już zabieramy się za wzory na dwa, jest samodzielne zrobienie plastikowego czółenka. Jeszcze tego patentu nie wypróbowałam i nie wiem, na ile jest on praktyczny, ale według poniższej instrukcji należy wyciąć dwie łódeczki z plastikowej butelki lub kubeczka i skleić je z małą szpulką. Obrazek jest podlinkowany i zaprowadzi Was do strony z instrukcją wykonania po angielsku. Choć wydaje mi się, że na podstawie obrazka też można sobie poradzić.

chuttl

Nici do frywolitek powinny być nieco grubsze niż te dostępne jako standardowe małe kordonki. Podobno prace robione grubszą nicią nie tylko mają wyraźniejszy wzór, ale także mniej się „siepią”. Jeśli chodzi o kolor – najlepiej zacząć od jasnych odcieni. Słyszałam też opinię, że lepiej unikać bieli, bo jest bardzo podatna na zabrudzenia – w trakcie pracy nici cały czas przesuwa się w palcach. Wiem, że niektórzy robią frywolitki z poliestrowych nici, które są bardzo błyszczące i dają ładniejszy efekt. Wydaje mi się jednak, że na początek lepsze będą nici bawełniane – poliestrowe są dosyć śliskie i utrudniają pracę (nie tylko przy tej technice – o tym się już przekonałam:)).

SAM_0357a

Dodatkowo robiąc frywolitki należy mieć pod ręką bardzo cienkie szydełko (np. do przeciągania nici przez pikotki). Aby wspomniane pikotki miały tę samą wielkość, niektórzy używają pomocy do odmierzania długości nici. Może to być np. tasiemka o odpowiedniej szerokości. Jednak tego rodzaju pomoc właściwie nie jest konieczna – większość koronczarek odmierza odległości „na oko”.

Tyle na początek. Sprawdzę wskazówki internautów na własnej skórze i po zakończeniu miesięcznej nauki podzielę się oczywiście wnioskami.

 

Read Full Post »

Aby nie zaśmiecać bloga informacjami na temat moich postępów w realizacji planów związanych z Rokiem Koronkarskim,  założyłam profil na Twitterze. W miarę regularnie publikuję swoje postępy w nauce pod szyldem Lacemaker’s Diary.

Początki są nieco powolne, ale planuję się rozkręcić :). Relacje z nauki są bardziej dla mnie – zakładam, że nikt się specjalnie nie zainteresuje tym, co tam ostatnio wydziergałam. Jest to jednak miejsce, w którym na bieżąco będę gromadziła materiały pomocnicze, linki do instrukcji i podręczników internetowych, informacje przydatne w opanowaniu danej techniki i co ważniejsze – wnioski. Warto zajrzeć. Będę również wdzięczna za wszelkie wskazówki i sugestie – tutaj czy na Twitterze.

I jeszcze jedno. Posiadanie kont na wszystkich serwisach społecznościowych zawsze wydawało mi się bezcelowe. Gdy rozpatrywałam kwestię założenia profilu na Twitterze, przewidywałam, że będzie to takie społecznościowe konto do koronkarskich kontaktów między narodowych – po angielsku, a na FB będą głównie polskie treści i komentarze. Jeszcze dokładnie tego zagadnienia nie przemyślałam, ale póki co wpisy tweeterowe są dwujęzyczne.

Zapraszam.

Read Full Post »

W przerwie przed kolejnymi postami o technikach koronkarskich opiszę swój pomysł.

Kiedyś znajoma opowiedziała mi o „planie rozwojowym”, w ramach którego przez rok miała zdobyć dwanaście nowych umiejętności. Do każdego miesiąca przyporządkowała inny temat. Gdy o tym rozmawiałyśmy, akurat uczyła się tkactwa – spotykała się z koleżanką-tkaczką o piątej rano (to była jedyna pora, która im obydwu odpowiadała) i się uczyła. Czy pomyślnie zrealizowała swój plan roczny – tego nie wiem. Ta historia miała miejsce jakieś dziesięć lat temu, a my już od dawna nie mamy kontaktu.

'The_Lace-Maker'_by_Caspar_Netscher 1662Koronczarka, Caspar Netscher (1662)

Od czasu do czasu sobie przypominam tę historię, a kilka miesięcy temu wymyśliłam, że tą samą metodą opanuję techniki koronkarskie. I właśnie w lipcu zaczynam. Drugiego lipca konkretnie. Do tego czasu zbiorę kilka informacji na temat pierwszej techniki.

Mój plan wygląda tak:

lipiec – koronka igłowa
sierpień – koronka klockowa
wrzesień – frywolitka czółenkowa
październik – frywolitka szydełkowa
listopad – frywolitka igłowa
grudzień – koronka szydełkowa
styczeń – koronka siatkowa
luty – koronka klockowo-igłowa
marzec – koronka teneryfowa
kwiecień – koronka robiona na drutach
maj – koronka makramowa

Jeszcze nie wiem, czym zajmę się w czerwcu. To się jeszcze okaże po przerobieniu podstaw wymienionych technik – być może któraś przypadnie mi do gustu bardziej niż pozostałe i będę chciała wrócić do tematu. Niewykluczone, że zacznę się przyglądać regionalnym odmianom koronek (teneryfowe już są na liście). A może wezmę się za jakiś ażurowy haft – taką możliwość też biorę pod uwagę.

Oczywiście na razie to wszystko ma postać hasłową, samego planu nie zamierzam rozpisywać w szczegółach – wszystko „wyjdzie w praniu”. O koronkach igłowych mam na przykład głównie wiedzę teoretyczną. Od lipca będę uczyła się podstaw i to, czego się nauczę jest uzależnione właściwie od instrukcji, które znajdę i które będą wystarczająco zrozumiałe, żeby z nich korzystać. Dlatego na początek nie nastawiam się na żadną konkretną technikę czy odmianę regionalną. Poza tym do igły wrócę jeszcze w lutym, marcu i maju.

lace making Koronczarstwo, Vasily Tropinin (1830)

Koronki szydełkowe i czółenkowe już umiem robić. W przypadku tych pierwszych – w grudniu będę dalej rozwijać swoje umiejętność, a jeśli chodzi o frywolitki – wrzesień zacznę od powtórki podstaw, których dawno się uczyłam, ale bez powalających efektów.

Nie mam też konkretnych planów dotyczących organizacji swojej pracy – jeszcze się okaże, ile czasu będę mogła poświęcać na realizację tego pomysłu. Na razie zamierzam przysiąść do koronek raz dziennie – chociaż na pół godziny. Być może, podobnie jak znajoma z przytoczonej historii, będę musiała wstawać wcześniej (czarno to widzę:)). Jeśli chodzi o pomoc przy opanowaniu kolejnych umiejętnośći – planuję póki co korzystać tylko z książek i internetu. W sieci materiałów nie brakuje, a nawet te obcojęzyczne powinny być wystarczająco zrozumiałe w wersjach obrazkowych i wideo.

Moje plany na najbliższy rok wcale nie oznaczają, że w danym miesiącu będę pisać wyłącznie o przyporządkowanej mu technice. Wolałabym wręcz tego uniknąć. Na pewno będą pojawiać się posty dotyczące mojego planu – może poradniki, listy najlepszych tutoriali i podręczników, a może podsumowania na półmetku pracy nad daną techniką czy też dopiero pod koniec miesiąca – jeszcze nie wiem. Myślę też nad aplikacją internetową, w której będę mogła na bieżąco opisywać postępy i wnioski – nie chciałabym przesadnie zapychać bloga czy  Facebooka tego rodzaju aktualnościami.

Mam jeszcze kilka dni na te wszystkie przemyślenia.

Read Full Post »

%d blogerów lubi to: